czwartek, 13 kwietnia 2017

Rozdział IX

Wspólny weekend upłynął mi wspaniale. Pogoda również dopisała więc całe dnie spędzaliśmy nad rzeką a wieczorem wychodziliśmy gdzieś na miasto. Było naprawdę fajnie! Ostatniego dnia urządziliśmy sobie wieczorem ognisko, które dla mnie skończyło się dopiero nad ranem. Właśnie tego wieczoru Weronika i Łukasz oznajmili nam, że za kilka miesięcy biorą ślub! Bardzo polubiłam wszystkich znajomych mojego chłopaka, każdy dzień był przepełniony śmichem i dobrą zabawą. Nie przypadła mi do gustu tylko jedna z dziewczyn, Karolina. Zresztą ona chyba też za mną nie przepadała, ale nie przejmowałam się tym w ogóle. Cieszyłam się chwilami spędzonymi z Mateuszem. Nie żałowała, że zgodziłam się na ten wyjazd bo dobrze było mi z nim tak  podczas zwykłych codziennych czynności takich jak gotowanie, sprzątanie itp.

Tego ostatniego wieczora na ognisku bawiliśmy się świetnie, wszyscy byli wyluzowani zapewne miało w tym swój udział troszkę alkoholu, który tam wypiliśmy tzn ja wypiłam jakieś 2 drinki, mój chłopak wypił ciut więcej ale nie był pijany. Mam wrażenie, że teraz nie lubi tracić kontroli. Trochę tego wieczoru pośpiewaliśmy, graliśmy na gitarze. Mówię graliśmy bo Mateusz próbował mnie nauczyć paru chwytów. To było takie słodkie i kochane kiedy siedziałam na jego kolanach, a on cierpliwie mnie uczył, i nie powiem śmiechu było przy tym co niemiara. Później odłożyłam instrument i po prostu przytuliłam się do mojego ukochanego błogo się uśmiechając. Mateusz po chwili patrzenie w moje oczy pocałował mnie i nasz pocałunek trwał dość sporą chwilkę. Raczej nikt nie zwracał na to uwagi wszyscy zajęci byli sobą. Czułam tylko wzrok jednej osoby była to Karolina rzeczywiście zerkała na nas co jakiś czas oczywiście ukradkiem tuląc się w tym czasie do swojego chłopaka.Wszyscy rozeszli się chyba koło 1-2 kiedy ognisko już przygasło. Zostałam tylko ja i on. Siedziałam z głową opartą na jego ramieniu, rozmawialiśmy na przeróżne luźne tematy chwilami naprawdę o głupotach i właśnie to mnie cieszyło, że umiemy o tych głupotach rozmawiać. Po chwili udałam się do domu po jakiś koc bo lekko zmarzłam. Kiedy wróciłam zastałam swojego chłopaka cicho grającego na gitarze, uśmiechnęłam się tylko i podeszłam siadając obok niego. Nie przerywał a ja z radością go słuchałam. Kiedy skończył zaklaskałam i powiedziałam mu, że to było piękne. Jednak on nie popatrzył na mnie tylko lekko się uśmiechnął.
-Ej, skarbie coś się stało? Dlaczego tak jakoś posmutniałeś?- dotknęłam dłonią jego policzka.
-Nie coś ty wszystko jest okey- popatrzył na mnie
-Kochanie, przecież widzę, że masz jakieś smutne oczy, wiesz, że możesz mi powiedzieć naprawdę WSZYSTKO.
-Po prostu czasem tak już mam, że myślę co by było gdybym wtedy wiesz, gdybym jej nie zostawił... Gdzie bym teraz był i co bym robił. Może powinienem był to wtedy inaczej rozegrać a nie stchórzyć i uciec jak ostatni dupek.
-Mateusz... Wiem, że to jest ciężka sytuacja i, że do końca życia to w tobie pozostanie ale wierz mi skarbie musisz oddzielić przeszłość od teraźniejszości. Nic się nie dzieję bez powodu więc to też było po coś.  Musisz przestać się tym zadręczać bo tak się nie da żyć skarbie...- splotłam nasze dłonie. Mateusz uniósł głowę do góry i przez chwilę wpatrywał się w niebo, które naprawdę było pięknie rozgwieżdżone. 
-Popatrz jakim teraz jesteś wspaniałym facetem, jakim masz wspaniałych przyjaciół. Robisz to co kochasz. A jeśli to wszystko nie miało by miejsca, dalej byłbyś takim draniem i pewnie dzisiaj nie miałbyś nic oprócz kasy.- popatrzył jeszcze kilka chwil na niebo, później przed siebie a następnie przeniósł swój wzrok na mnie nie puszczając przez ten cały czas mojej dłoni.
-No i mam CIEBIE.- te słowa wybrzmiały tak dosadnie bo wszystko dookoła pogrążone było w mrokach nocy.  - uśmiechnął się i oparł swoje czoło o moje po czym czule mnie pocałował.- uśmiechnęłam się szeroko i przejechałam ciepło dłonią po jego plecach. Pomyślałam, że przebywanie z nim daje mi takie cholerne poczucie szczęścia, cholerne spełnienie i miałam nadzieję, że będzie tak na zawsze.
-Opowiesz mi coś więcej o swoich rodzicach, o domu?- zapytałam opierając się głową o jego ramię. Kiedy moje słowa wybrzmiały ugryzłam się w język, wiedziałam że nie za bardzo lubi o tym mówić.
-Przepraszam, nie powinnam, nie musisz- podniosłam głowę
-Daj spokój, jasne że Ci opowiem. WSZYSTKO co tylko chcesz wiedzieć-uśmiechnął się.
-Moja mama urodziła mnie, jak miała ledwo skończone 20 lat, tata jest od niej starzy o 5, gdy się poznali rozkręcał biznes. Zresztą ma go do dzisiaj, firma transportowa a mama przerwała studia i po moim urodzeniu została chyba 2 lata w domu. Później otwarła mała restauracje w centrum Wrocławia też ma ją do dzisiaj tylko, że teraz nie jest już taka skromna i kameralna. Z czasem wykupili pomieszczenia nad nią i teraz prowadzi również hotel. Zawsze starała się poświęcać nam jak najwięcej czasu, ale nie zawsze jej to wychodziło. Jak byłem mniejszy to miałem jej to trochę za złe, że siedzimy w przedszkolach, żłobkach a później z opiekunką a inne dzieciaki chodzą z rodzicami do kina, na lody takie tam. Później zaczęło mi się to podobać, mogłem robić co mi się rzewnie podoba i prawie nikt mnie nie kontrolował. Wiesz jak ta moja samowolka się niestety skończyła.
-Masz do niej żal?
-Szczerze, trochę tak.
-A rodzeństwo? Masz dwójkę tak?
-Tak, Kamil ma teraz 16 lat a Hania 7. Z nimi jest na szczęście lepiej niż ze mną.- zaśmiał się. Kamil to taki typowy nastolatek, czasem się trochę pobuntuje i mu przechodzi, ogólnie dobry chłopak z niego. A Hania- mała księżniczka, lalki, zamki takie sprawy ją zajmują.
-Nie żal Ci, że nie ma cię z nimi, że nie widzisz jak siostra rośnie?
-O ile z rodzicami nie ma kontaktu za bardzo to z nimi mam dość dobry. Albo ja jadę do nich do Wrocławia i gdzieś wychodzimy albo oni przyjeżdżają do mnie. Ostatnio Haneczka była u mnie jakoś miesiąc temu. Mama ją przywiozła.
-Czyli widujesz się z rodzicami?
-No tylko wtedy, kiedy ich odbierają albo przywożą, tak to nie. W ogóle nie przekraczam progu mojego domu. Szczerze to ostatni raz byłem tak ze 4 lata temu i nie czułem się tam najlepiej.
-Nie chciałbyś tego obudować? Przecież ich kochasz.
-Chciałbym, ale nie byłem do tej pory na to gotowy. Tak naprawdę to bałem się im spojrzeć w oczy. Wolałem im nie przypominać o tym, że mają takie syna, trochę się też nw "wstydziłem" tego wszystkiego. Dopóki to się nie stało oni nie mieli pojęcia jakie ze mnie ziółko. Więc wysyłamy sobie życzenia na święta, mama zadzwoni od czasu do czasu sprawdzić czy żyje i tyle. Teraz żałuje, że doprowadziłem do czegoś takiego. Nie wiem nawet czy da się jeszcze to odbudować. Oni się wtedy tak starali, pomagali mi a ja, ja zrobiłem im takie świństwo mam ich najzwyczajniej świecie w dupie. A przynajmniej tak to wygląda.
-Wiesz, wydaje mi się, że nigdy nie jest za późno. Masz jeszcze szanse i nie zmarnuj jej. Los jest przewrotny, może za jakiś czas nie będziesz już miał okazji się z nimi pogodzić i co wtedy? Wtedy będzie bardziej boleć.- rozległa się cisza, słychać było tylko szum pobliskiej rzeki. 
-Pojedziesz ze mną?-nagle zapytał odwracając wzrok w moją stronę.-Błagam zgódź się-pochwycił moje dłonie.
-Nie wiem czy to jest dobry pomysł...-lekko się skrzywiłam
-Bardzo dobry, dam to radę zrobić tylko z tobą. Proszę.- błagalnie spojrzał w moje oczy.
-Okey, ale naprawdę nie jestem przekonana czy to rzeczywiście taki świetny pomysł.
-Oj tam, zaufaj mi. Świetny.- objął mnie ramieniem i przyciągnął do siebie.

Następnego dnia wyjechaliśmy późnym popołudniem. Było mi smutno, że wracam do domu, no i że nie wiadomo kiedy znowu spędzę tak dużo czasu z ukochanym, kiedy obudzę się w jego ramionach, zasnę z biciem jego serca. W końcu moi rodzice nie mieli o niczym pojęcia i wolałam, żeby to tak zostało. Przynajmniej na razie. Z drugiej strony ten dreszczyk tajemnicy miał w sobie coś wyjątkowego. Dojechaliśmy do Krakowa wieczorem, zaczynało się ściemniać. Poprosiłam Mateusza, żeby zaparkował troszkę dalej od mojego domu. Rozumiał moją decyzje, to że chcę zachować nasz związek w tajemnicy.
-Okey jesteśmy-westchnął kiedy znaleźliśmy się jakieś 100 metrów od mojej "posiadłości".- zrobiłam smutną minkę na tę wiadomość.
-Ej, nie smuć się. Zobaczymy się niedługo-potarł dłonią mój policzek a ja przybliżyłam się i wtuliłam w niego. Zamknęłam oczy i po moim policzku spłynęła mała łza.- pocałował mnie w czubek głowy i mocniej objął ramionami.
-No coś ty słońce, nie płacz, nie rozstajemy się przecież.- uśmiechnął się ciepło
-Wiem, ale taka już jestem. WRAŻLIWA panna Natalia.-zaśmiałam się
-Kocham Cię wrażliwa panno Natalio-otarł łzę z moje policzka i pocałował
-Zobaczysz coś wymyśle, żebyś mógł do mnie przychodzić- pokiwałam głową. Kiedy mieliśmy wysiadać z samochodu nagle zaczęło padać.  
-No to pięknie, cała będę mokra-popatrzyłam przez szybę.
-Mówiłem Ci, że coś będzie, ale ty oczywiście nie chciałaś nic grubszego ubrać.-żartobliwie powiedział a ja przewróciłam oczami.
-Weź moją bluzę- ściągnął ją podał mi. Po czym wysiadł z samochodu i wyciągnął moją walizkę.
-No zmykaj do domu szybko bo całkowicie przemokniesz.
-A ty to co, już przemokłeś-zawiesiłam ręce na jego szyi i stając na palcach pocałowałam go jeszcze raz. Kiedy odsunęłam swoje usta dokończył -Z cukru nie jestem, a ty owszem- szeroko się uśmiechnął.

Zanim dobiegałam do domu faktycznie nieźle zmokłam. Drzwi otwarła mi moja mama, która ciepło mnie powitała a jej następne pytanie brzmiało "Czyja to jest bluza?" i zmierzyła mnie tym swoim wnikliwym spojrzeniem, zupełnie takim samym jak babcia. Zbyłam ją, że Karola ( to mój kolega) i weszłam do domu, gdzie na kanapie siedział mój tata, z którym również się przywitałam. On na szczęście nie pytał o kogo ta bluza należy ani z kim przyjechałam. Jedynie ubolewał nad tym jaka jestem strasznie mokra.
-Przebieraj się szybko i wracaj do nas, oglądamy zdjęcia z wyjazdu.
-Okey-rzuciłam ze schodów i pobiegłam się suszyć. 


1 komentarz:

  1. Poproszę o większą czcionkę bo nie łatwo się czyta. I kontrast może? Pozdrawiam! Rycerz.

    OdpowiedzUsuń