środa, 26 kwietnia 2017

Rozdział XI

Nie miałam ochoty się zbytnio stroić. Ubrałam po prostu czarne leginsy i najzwyklejszą szarą oversizową bluzę Gapa wkładaną przez głowę, a do tego związałam włosy w luźny kok.
Kiedy otworzył mi drzwi po prostu go przytuliłam. Bez słowa. Wyglądał tak przystojnie, czarne dresy, najzwyklejszy biały t-shirt  i lekko mokre włosy.
-Wiesz, że nie muszę nigdzie jechać prawda?- potarł dłonią po moich plecach a mnie przeszedł przyjemny dreszcz. To było takie kochane bo nawet nie powiedziałam mu o co chodzi ani tego, że wiem o planach ojca.
-Musisz. Tylko ja już za tobą tęsknie...-powiedziałam mocniej się w niego wtulając. W takich chwilach dosłownie zapominałam o Bożym świecie. Zaciągnęłam się bardziej zapachem jego żelu pod prysznic.
-Słonce ja też i dlatego zostaje tutaj. -wymruczał w moje ucho
-Mateusz ale musisz jechać, musisz się rozwijać- wyswobodziłam się z jego objęć i udałam w stronę kuchni po czym położyłam torebkę na fotelu
-Ale może mi jest dobrze tak jak jest -podążał za mną
-Oboje wiemy ze stać cie na coś więcej...-zwróciłam się w jego stronę
-No tak ale ja mam tam znajomych i wgl... Co mam nagle stać się ich szefem? Ja nie wiem czy to jest moja bajka...
-A mój ojciec nie znosi pracowników, którzy nie chcą się rozwijać.-skrzyżowałam ręce na piersiach
-Nataliaaa błagam cie skończmy ten temat. Zastanowię się okey ?- podszedł do mnie bliżej
-Okey... -objął mnie ramionami.
-Święta prawda, że kobiety są pełne sprzeczności. Z jednej strony jest ci smutno na samą myśl o naszej rozłące a z drugiej każesz mi jechać- ciągle trzymał mnie w objęciach a ja nadal miałam skrzyżowane ręce.
-Mhmm.-bez emocji wymruczałam
-Ślicznie wyglądasz z taką naburmuszoną minką- puścił mnie i dotknął mojego nosa -tak bardzo nie umiałam mu się opierać, z trudem tłumiłam uśmiech a jego bliskość wywoływała mrowienie w dole mojego brzucha. Toczyłam w środku walkę sama ze sobą bo faktycznie nie chciałam, żeby wyjeżdżał ale jeszcze bardziej nie chciałam blokować jego rozwoju. Stałam tak jeszcze chwile a mój chłopak robił wszystko, żeby na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
-Pięknie wyglądasz wiesz...-złożył pocałunek pod moją żuchwą-naprawdę ładnie Ci w takich ciuchach.-bardzo ładnie...-szeptał do mojego ucha.-w ogóle jesteś piękna...-kolejny pocałunek na mojej szyi a podemną przysięgam nogi się uginały-szczęściarz ze mnie-wygrał. Nie miałam już siły dalej udawać, że mnie to nie rusza
-Okey, okey rozbroiłeś mnie-uśmiech zagościł na moich ustach. A on oderwał wargi od mojej szyi
-No to całe szczęście bo już dalej bym się chyba nie mógł posunąć-odwzajemnił mój uśmiech
-No czy ja wiem- poważnie odrzekłam. Zagięłam go. Nie wiedział co odpowiedzieć. Widziałam tylko jak wyraźnie przełknął ślinę. Uwielbiałam się z nim tak przekomarzać.
-Kocham Cie Mati- oparłam moje czoło o jego dalej nie mogąc przestać się uśmiechać, dłoń położyłam na jego piersi. Czułam jak bije mu serce i było to naprawdę cudowne uczucie bo wiedziałam, że należy tylko do mnie. Świadomość tego, że jestem jedyną tak bliską mu osobą naprawdę była zniewalająca.  
-To co napijesz się herbatki ? -potarła dłonią mój policzek
-Yhym, poproszę -odpowiedziałam i usiadłam na blacie w kuchni.

Siedzieliśmy w kuchni i rozmawialiśmy, beztrosko, po prostu. Uwielbiałam to, że mogę być z nim całkowicie szczera, i to że on też był w stosunku do mnie całkowicie szczery. Chociaż wcale nie mieliśmy ochoty na naukę poświęciliśmy na to trochę , szło mi całkiem nieźle przyznam nieskromnie. Zostaliśmy na kanapie w salonie. Przytuliłam się do niego i zmrużyłam oczy. W czasie, gdy mój chłopak odpisywał na sms'a złożyłam czuły pocałunek na jego szyi. Widziałam jak się uśmiecha.
-Mam wolne po jutrze i właśnie umówiłem się z młodym, że do nich przyjadę. Pojedziesz ze mną?-dodał po chwili i popatrzył mi w oczy z nadzieja -chyba jestem gotowy, żeby się spotkać z rodzicami-niepewnie wypowiedział te słowa.-zawsze rozbrajał mnie tym spojrzeniem, takim pełnym jakby bólu... może smutku. Na pierwszy rzut oka Mateusz wydawał się być silnym facetem, który uśmiechem i spojrzeniem łamie serca. Na pewno nikt by nie pomyślał co kryje w sobie. Dopiero kiedy głębiej spojrzy się w jego oczy można dostrzec w nich to niewyjaśnione coś. To właśnie te oczy wzbudziły we mnie takie uczucie przy naszym pierwszym spotkaniu.
-Jasne skarbie, że pojadę-przylgnęłam do niego mocniej- czułam, że właśnie tego teraz potrzebuje. Całą siłą objął mnie tak, że wyczułam jego spłycony, urywający się oddech. Oderwaliśmy się od siebie dopiero po kilku minutach. Podziękował mi delikatnym uśmiechem. Długo zastanawiałam się czy to jest odpowiednie pytanie ale postanowiłam je zadać.
-A w jakim charakterze mam się tam z tobą pokazać?-cicho spytałam bacznie obserwując jego reakcje
-Natalka oczywiście, że jako moja dziewczyna-pokazał mi swoje równe uzębienie. -Nie chce już mieć przed nimi żadnych tajemnic. Chyba, że masz coś przeciwko-szybko dodał
-Nie co ty, cieszę się, ale z drugiej strony troszeczkę to dla mnie dziwne... w końcu jestem tylko o rok starsza od twojego brata. Tzn nie zrozum tego źle, dla mnie to nie ma żadnego znaczenia tylko trochę się boje jak zareagują twoi rodzice
-Słonko, kocham cię i naprawdę to nie ma dla mnie żadnego znaczenia co oni sobie pomyślą. To ja z tobą jestem, nie oni. A poza tym nie są tacy źli z tego co pamiętam-puścił do mnie oczko. Już miałam go pocałować kiedy usłyszałam  dźwięk swojego telefonu.
-Mama. Muszę odebrać
-Tak mamo?
-Hej, wracasz już?-spojrzałam na zegarek dochodziła już 20
-Nie wiesz jestem jeszcze z Matyldą, będę pewnie koło 22.
-Okey, tylko weź taksówkę bo będzie już ciemno. Dobra muszę kończyć. Papa
-Pa-odłożyłam telefon i wróciłam do mojego ukochanego. Wyszczerzyłam się do niego a on zabawnie przewrócił oczami.
-Najchętniej to bym tu z tobą została do jutra-usiadłam okrakiem na jego kolanach. Ale ja naprawdę nie wiem jak im o nas powiedzieć-zrobiłam wykrzywioną minkę
-Wszystko w swoim czasie-położył dłonie na moich biodrach a następnie wsunął je pod moją bluzę. Przybliżyłam wtedy swoje usta i pocałowałam go zaczepnie. Jego dłonie powędrowały głębiej tak, ze teraz obejmował mnie w talii. Splotłam swoje dłonie na jego szyi zanurzając palce w jego włosach. Nasze pocałunki stawały się coraz bardziej namiętne. Przesunął dłonie gładząc mój brzuch. Zacisnął je na brzegu mojej bluzy jakby zastanawiając się czy to zrobić, finalnie jednym ruchem uniósł ją do góry i zdjął ze mnie odkładając ją pośpiesznie na bok i ponownie złączył nasze usta. Teraz miałam na sobie tylko beżowy, cienki, koronkowy stanik. W tamtej chwili dosłownie straciłam rozum czułam tylko jego dłonie, które tak delikatnie mnie dotykały i usta, którymi pieścił moje ciało zaczynając od ramion a kończąc nad moimi piersiami. Odchyliłam głowę do tyłu i ścisnęłam pośladki nie mogąc powstrzymać podniecania. Kiedy położył mnie na plecach a jego usta zmierzały ku dołowi mojego brzucha, otępiona tą przyjemnością zanurzyłam dłoń w jego włosach.Wiedziałam, że nie chce dzisiaj tego zrobić ale nie umiałam mu przerwać. Modliłam się, żeby stało się coś co nam przeszkodzi. Po chwili jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki odsunął się ode mnie i zmrużył mocno oczy jakby do niego właśnie dotarło co robi, a następnie po prostu przytulił się kładąc głowę na moim brzuchu. Podziękowałam Bogu w duchu i popatrzyłam na niego. Miał taki niewinny wyraz twarzy i wzrok utkwiony w drugim końcu pokoju tak jakby intensywnie o czymś myślał. Przeczesałam z czułością palcami jego zmierzwione włosy. Po paru minutach przeniósł swoje spojrzenie na mnie a ja dalej bawiłam się jego włosami.
-Idziemy na spacer?-po prostu zapytał
-Okey-niemal bezgłośnie odpowiedziałam. Wstał i udał się do łazienki a ja założyłam bluzę. Słyszałam jak długo lała się woda z kranu. Mateusz w pewnym sensie ciągle był dla mnie zagadką. Wiedziałam, że wszystkie jego zachowania sprowadzają się do traumatycznych przeżyć z przeszłości. Potrafił właśnie tak jak teraz w jednej chwili przejść od wielkiej namiętności do całkowitej melancholijności i wrażliwości. Tego byłam pewna był cholernie wrażliwy a ja kochałam go na zabój. Dawał mi wszystko czego potrzebowałam: bezpieczeństwo, ciepło ale też chwile radości i nieprzewidywalności. Na pewno nie było nam nudno. Wyszedł z łazienki i założył bluzę.
-Gotowa?-wychylił się z przedpokoju
-Tak, tak już idę- wyrwał mnie z zamyślenia.Wziął klucze z szafki i chwycił mnie za rękę splatając nasze palce. Nic nie mówił, ja też nie. Po prostu szliśmy cały czas trzymając się za ręce. Zaczynało się już ściemniać. Doszliśmy do jego ulubionego miejsca, a gdy już siedzieliśmy na górze zaczął mówić:
-Przepraszam Cię za dzisiaj-przeniósł wzrok na mnie
-Ale za co? Mateusz naprawdę nie mam powodu być zła. Było naprawdę miło...-popatrzyłam na niego nieśmiało
-Ale ja cię i tak przepraszam za moje "niezdecydowanie". Po prostu-wziął głęboki oddech.- Czasem coś mnie paraliżuje od środka. Widzę wtedy jej twarz i przypomina mi się wtedy ta noc kiedy tak totalnie się najebałem, zresztą ona też nie była zbyt trzeźwa i kiedy okazałem się takim idiotą i poszedłem z nią do łóżka bez tej pieprzonej gumki. Pod wpływem jakiejś pieprzonej chwili. I ja dzisiaj jak zobaczyłem jak jest ci dobrze kiedy cię całowałem to coś we mnie pękło. Przestraszyłem się, że znowu to zrobię, znowu dam się ponieść tym cholernym emocjom.- wstał.-Przez tę jedną pierdoloną chwilę zniszczyłem sobie życie! I wiem, że nie jestem już taki jak kiedyś i może tamte wydarzenia są dla mnie w pewnym sensie abstrakcyjne ale kurde to naprawdę się kiedyś stało. Rozumiesz, naprawdę oni nie żyją przeze mnie! Cholera jasna, tak wiem, że nie powinienem żyć przeszłością i o tym zapomnieć, ale to naprawdę nie jest łatwe, kiedy śpisz i nagle śni ci się ona jak trzyma na rękach maleńkie dziecko i uśmiecha się najpiękniej jak potrafi.-potarł twarz dłońmi. Naprawdę zrozumiem jak mnie zostawisz... może nie niszcz sobie mną życia co? Moją całą popapraną przeszłością. Nie wiem czy bym to wytrzymał na twoim miejscu.- dał upust całym swoim emocjom, a ja po prostu siedziałam i słuchałam jego słów a słońce podświetlało budynki na czerwono. Może i byłam naiwna ale nie umiałabym go zostawić za żadne skarby świata choćby nie wiem co teraz zrobił. Chciałam mu posklejać ten rozsypany świat. Próbowałam sobie wyobrazić co on musi przeżywać kiedy się obudzi po takim śnie, w ogóle jakie to musi być okropne uczucie. Podbiegłam do niego i z całą moją siłą i miłością oplotłam go ramionami. Cały się trząsł.
-Już dobrze-szepnęłam-Mów sobie i rób co chcesz ale ja nigdy cie nie zostawię. Nigdy, rozumiesz?! Bo Cię kocham. Kocham ciebie i całą twoją historię. Kocham to jaki jesteś. Jesteś moim szczęściem, największym.-czułam jak mocniej mnie przytula.-I jedyne co sprawia mi ból to kiedy widzę jak cierpisz... Ale opowiadaj mi proszę kiedy coś leży Ci na sercu. Po to jestem, chcę żebyś był szczęśliwy. Tkwiliśmy tak w uścisku naprawdę długą chwilę a jego oddech się normował. Cieszyłam się, że tak szczerze, nie ważąc słów opowiedział mi wszystko co mu ciążyło.
-To ty jesteś moim największym szczęściem-wyswobodził się z moich objęć i pocałował mnie czule.- dostrzegłam na jego twarzy ulgę i radość.-Kocham Cię-ponownie złączył nasze usta.
  

3 komentarze:

  1. Zapraszam do komentowania ;) Wszelkie uwagi mile widziane :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Eh, liczyłam, że w końcu to zrobią... Ale z drugiej strony Mateusz jest strasznie niezdecydowany... Najpierw jej mówi, że ją kocha, a potem, że ma sobie nie niszczyć życia nim. Sam sobie przeczy...
    Czekam na więcej!

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuje za komentarze ;* Wiem, wiem ze Matuesz moze trochę działać na nerwy ale to jest postać z bardzo skomplikowana psychika... Jednak bardzo dziękuje za uwagę i faktycznie postaram sie zrobić z niego bardziej zdecydowanego faceta ;) Pozdrawiam <3

    OdpowiedzUsuń