czwartek, 15 lutego 2018

Rozdział XXV

Dwa miesiące później

     Rok szkolny zaczął się już na dobre, a wakacje pozostały tylko dobrym a właściwie najlepszym jak do tej pory wspomnieniem w moim życiu. To jak bardzo wszystko zmieniło się w przeciągu  tych dwóch miesięcy nie mieści mi się w głowie, w życiu nie przypuszczałam, że życie może tak wywrócić się o 180 stopni, w tym wypadku jednak zdecydowanie na lepsze. Mama wróciła z kliniki 3 tygodnie temu i domowa sytuacja wróciła całkowicie do normy, a nawet jest lepiej; zaczęliśmy z rodzicami spędzać więcej czasu razem, oboje mniej pracują i również więcej chwil poświęcają tylko dla siebie. Może zabrzmi to dziwnie ale chyba ten wypadek był potrzebny, potrzebny żebyśmy wszyscy uświadomili sobie co jest w życiu naprawdę ważne, KTO jest dla nas naprawdę ważny.
     Mateusz za dwa tygodnie wraca ze szkolenia i nie mogę się już doczekać kiedy znowu będę miała go na miejscu, na codzień. Minęło już 6 tygodni odkąd wyjechał, a przez pierwsze 2 totalnie nie umiałam sobie poradzić z tęsknotą, przepłakałam całe 14 wieczorów wtulona w jego bluzę i wpatrzona w jego zdjęcie. I mimo, że rozmawiamy codziennie przez telefon albo skype'a to zwyczajnie brakuje mi jego uścisku i tak bardzo chcę, żeby znowu pocałował mnie w czoło kiedy będę siedzieć na jego kolanach przytulona do jego piersi. Tym bardziej, że parę dni temu zaczął się listopad czyli najbardziej depresyjny miesiąc roku a ja jestem tak zawalona obowiązkami, że czasami dopada mnie uczucie zwykłej ludzkiej bezsilności, na którą tylko on zna lekarstwo. Rodzice oczywiście nadal o niczym nie wiedzą, ale z każdym dnie przekonuje się, że niedługo będę musiała im to oznajmić.
     Z przemyśleń wyrwał mnie dźwięk dzwonka, który oznajmiał, że nastał weekend i koniec tego koszmarnego tygodnia, który napsuł mi nerwów co niemiara. Matylda proponowała mi nawet domówkę u jej chłopaka , ale to było chyba ostatnie na co miałam ochotę.
-I jak? Zmieniłaś zdanie? Widzimy się o 19?-zagadnęła moja przyjaciółka kiedy opuszczałyśmy placówkę
-Nie, dzięki ale naprawdę nie mam ochoty na zabawy. Muszę iść do Mateusza, wywietrzyć mieszkanie, podlać kwiatki takie tam.-naciągnęłam kaptur na głowę
-Aha, jasne od kiedy twój chłopak to taki ogrodnik? Niech zgadnę idziesz do mieszkania i będziesz leżeć na jego łóżku wtulona w poduszkę, bo tak bardzo za nim tęsknisz.
-Tak, dokładnie tak będę robić. Serio wariuje już bez niego, nie mam pojęcia co ze sobą zrobić. Więc wybacz, ale nie będę Ci psuć wieczoru swoją zamułą, ty idź i baw się dobrze a ja pobędę sama ze sobą.
-Słonko, jeszcze tylko dwa tygodnie zleci ani się obejrzysz i będziesz szła do niego a nie do pustego mieszkania i nie będziesz musiała tulić poduchy.-przytuliła mnie a ja zacisnęłam zęby po czym uśmiechnęłam się do niej, pożegnałam i pośpiesznym krokiem udałam się na przystanek.
Resztką sił weszłam na 3 piętro, otworzyłam drzwi, zdjęłam buty, kurtkę i tak jak powiedziała Matylda rzuciłam się na łóżko i schowałam twarz w poduszce. Za oknem zaczynało się robić ciemno a ja nareszcie odetchnęłam po całym ciężkim tygodniu. Zawsze jak przychodzę tu teraz raz, czasem 2 razy w tygodniu odkąd Mateusz wyjechał czuje się taka dziwnie dorosła. Leżałam tak przez kilkanaście minut, później wzięłam telefon i zaczęłam przeglądać insta, odpisywać na wiadomości, przerwał mi to Mateusz dzwoniący na FaceTime'ie.
-Cześć skarbie-przywitał mnie promiennym uśmiechem, boże od razu zrobiło mi się cieplej na serduszku
-Hej-też się uśmiechnęłam
-Widzę, że jesteś u mnie, to dobrze się składa, Wojtek prosił mnie o taką żółtą teczkę, no a ona jest tam gdzieś u mnie w szafie to ja do niego zadzwonię że może po nią zaraz wpaść to mu przekażesz okey?
-Jasne. Co u Ciebie?-podniosłam się i oparłam o ścianę.
-Raczej nudno. Wróciłem chwilę temu z wykładu i zaraz pójdę coś zjeść. Mam już powoli dość tego, no ale już końcówka.-porozmawialiśmy jeszcze chwilkę i Mateusz poszedł  bo za kilkanaście minut kończyła się pora obiadowa. Włączyłam telewizor i delektowałam się spokojem... niedługo niestety. Usłyszałam dzwonek do drzwi.
-Hej, ja po tą teczkę-to był Wojtek, a ja totalnie zapomniałam że miałam jej poszukać
-A tak, już szukam, wejdź.-zaprosiłam go do środka i udałam się do sypialni, gdzie otworzyłam szafę. Cholera jasna kto wymyślił te najwyższe półki i dlaczego wszyscy tam układają papiery? Stanęłam na palcach próbując dosięgnąć pudła, w którym owa żółta teczka ma się znajdować. Już prawie je miałam i.. spadło... z wielkim hukiem.
-Natalka? Wszystko okey?-usłyszałam głos Wojtka z przedpokoju
-Tak, tak, w porządku-wszystko ze środka się wysypało i narobiło mi niezłego bałaganu. No niestety teczki tam nie było, gdyż jak udało mi się dostrzec leżały jednak obok. Stanęłam więc na palcach jeszcze raz i dosięgnęłam docelowego przedmiotu. Wyszłam z pokoju i podałam ją Wojtkowi.
-O żyjesz, już miałem sprawdzić czy nic ci nie jest-uśmiechnął się i wziął ode mnie przedmiot.
-Hah, mały wypadek ale jest okey. Napijesz się czegoś?-zaproponowałam bo przypomniałam sobie, że to było trochę nietaktowne, że nie zrobiłam tego wcześniej, ale z drugiej strony wolała bym jednak, żeby się nie zgodził, myślę że ta rozmowa mogła by mnie nieco zmęczyć, oczywiście lubię Wojtka, ale moja introwertyczna natura wzięła górę w tym momencie.
-Nie, dzięki ale muszę spadać.- cóż, odprowadziłam go do drzwi i wróciłam żeby posprzątać ten bałagan. Przykucnęłam przed szafą i zaczęłam zbierać papiery, które wypady z pudełka;prawdopodobnie jakieś umowy  i temu podobne. Było coś jeszcze; biała koperta o większym rozmiarze niż standardowa podpisana kobiecym charakterem pisma "Mateusz". Niestety domyślałam  się co jest w środku i jakoś na samą myśl, że prawdopodobnie to list od Julki przeszedł mnie dziwny dreszcz. Chyba nie powinnam go otwierać... chodzi o zwyczajną przyzwoitość i może powinnam pozostać przy takiej wiedzy jaką mam, boje się że mogę dowiedzieć się czegoś co zmieni wszystko, a dobrze mi jest tak jak jest.  Wrzuciłam, więc list do pudełka, zamknęłam je i odstawiłam na poprzednie miejsce. Wróciłam na sofę, wzięłam do ręki telefon, ale moje odkrycie nie dawało mi spokoju.
     Walić zasady, wróciłam do pokoju i ściągnęłam pudełko na dół po czym znowu wzięłam do rąk ten list. Ciekawość wygrała, delikatnie go otworzyłam i usiadłam na łóżku.  W środku był list i dwa zdjęcia. Tak... to był list od Julki, od byłej dziewczyny mojego chłopaka, która popełniła samobójstwo. Świadomość tego, że to ona go kiedyś napisała, że trzymała to w dłoniach była przerażająca, pierwszy raz tak naprawdę to do mnie dotarło. Na pierwszym zdjęciu była ona i Mateusz, który obejmował ją w talii, śmiali się. Ona niewątpliwie była piękna; miała jasne blond włosy i aksamitną, porcelanową cerę, idealną figurę i taki promienny uśmiech. Nie znałam jej, ale wydaje mi się, że była taka niewinna i w głębi duszy taka delikatna. Patrzy na niego tak, tak... po prostu wygląda jak by naprawdę bardzo go kochała. Kolejne zdjęcie to wydruk USG podpisany, że to 13 tydzień, mój Boże maluszek był już całkiem spory, a zdjęcie nie było w najlepszym stanie. Nie wiem ile czasu Mateusz spędził na oglądaniu go, ale na pewno sporo. Wyjęłam list z koperty, otworzyłam go. Był długi i napisany czarnym tuszem. Tusz był rozmazany w kilku miejscach i też był zniszczony. Przed oczami przebiegł mi obraz Mateusza, który płacząc czyta ten list. Nie, ja go nie
przeczytałam, nie dałam rady... Spojrzałam tylko na kilka słów. Napisała do niego, że czekała i do końca wierzyła, że wróci. W ostatnim akapicie: "Byłeś moją jedyną, największą miłością i może byłam naiwna, ale wierzyłam że kiedyś też mnie pokochasz, albo przynajmniej będę dla Ciebie kimś więcej niż koleżanką do spędzania miłych chwil. Mam nadzieję, że kiedyś zrozumiesz jak to jest kochać i że znajdziesz tą jedyną, która pozwoli Ci zobaczyć co znaczy prawdziwa miłość. Nie jesteś złym człowiekiem, jesteś po prostu tchórzem Mateusz, jesteś tchórzem. Życzę Ci jak najlepiej i kocham, kocham mimo wszystko. Mam nadzieję, że kiedyś będziesz szczęśliwy.
P.S Szkoda ze nasze dziecko musi płacić za nasz brak odwagi."



 https://www.youtube.com/watch?v=RENugvYCXgE

     Jak bardzo musiała czuć się źle, że odebrała sobie życie, sobie i dziecku, dla mnie to jest nie wyobrażalne. Odkrycie tego listu i zdjęć to nie był dobry pomysł... Jest mi źle i sama nie wiem czy mam teraz ochotę być z nim czy sama. Może ja też kocham go tak samo naiwnie i może pewnego dnia to wszystko pryśnie i będzie boleć tak bardzo boleć, bo może kocham naiwnie, ale w stu procentach szczerze i kocham go na maksa, to już chyba ten moment, że choćby nie wiem co się stało on wrósł w moje serce na dobre i nic ani nikt go nie zastąpi. Nie co ja w ogóle wymyślałam?! Matko on już taki nie jest a ja jestem dla niego ważna. Po takich przeżyciach na pewno nie robił by już takich świństw. Za każdym razem patrzy na mnie jakbym była najdoskonalszym stworzeniem na Ziemi, pokazuje mi jak bardzo mnie kocha i jak bardzo mu na mnie zależy. Widzę jak bardzo się stara, żeby nawet w najmniejszym stopniu mnie nie zranić. A ona? Ona po prostu miała strasznego pecha, że trafiła na niego w tamtym etapie jego życia. A może uratowała i jego i siebie? Może oszczędziła wszystkim problemów, komplikacji. Wydaje mi się, że też nie umiała bym wychować w tym wieku sama dziecka i udźwignąć całej tej otoczki i znieść łatki laski, która dała się nabrać i puściła się z jakimś nieodpowiedzialnym kolesiem. Mam nadzieje, że jest jej tam dobrze, jej i maluszkowi. Nawet nie zauważyłam kiedy po policzku spłynęła mi łza. Otarłam ją szybko, schowałam zdjęcia i list. Ubrałam kurtkę, zabrałam swoje rzeczy i wyszłam z mieszkania. Po drodze nie odebrałam telefonu od Mateusza, nie umiałam jakoś w tym momencie z nim rozmawiać. Rodzice właśnie wychodzili na kolacje, minęliśmy się w drzwiach; byli tacy szczęśliwi. Uśmiechnęłam się na ich widok, zrobiłam sobie kolacje, wzięłam kąpiel i zakopałam się pod kołdrą, włączyłam serial. Do końca dnia pozostałam w dziwnym nastroju. Mateusz dzwonił jeszcze raz, a ja kolejny raz nie odebrałam. Musiałam strawić to wszystko co dzisiaj przeczytałam, zobaczyłam. Zamknęłam oczy i zobaczyłam go na tamtym zdjęciu, ten cwaniacki uśmiech, całkowicie zaburzył mi się obraz Mateusza, który sobie zbudowałam. Chyba byłam trochę zła na siebie, że to otworzyłam, i że w ogóle przejmuje się tym co było kiedyś.
"Natalka wszystko okey? Tęsknie za tobą. Kocham cię bardzo" -przeczytałam wiadomość od niego i strasznie mnie rozczuliła. W sumie ani razu odkąd wyjechał nie napisał mi, że tęskni, te dwa słowa były chyba za mało męskie, oczywiście to nie moje zdanie. Mam wrażenie, że udzieliła mu się moja zła aura. Odesłałam mu serduszko, żeby dać w ogóle znak życia i przeczytałam tego sms'a chyba jeszcze ze sto razy. No ja też mimo wszystko tęsknie. Bardzo tęsknie.

________________________________________
Witam Was po dość długiej przerwie, tym razem bez tłumaczenia :D Tak wyszło i tyle. Przepraszam i mam nadzieje, że kogoś jeszcze ucieszę tym rozdzialikiem i uwaga uwaga mam mega wenę, wenę plus czas więc może na dniach powstanie coś nowego. A i jeszcze mam pytanie, gdyby ktoś reflektował się wypowiedzieć; Czy nie przeszkadzało by wam więcej scen bliskości pomiędzy naszymi bohaterami, tzn ja mam wrażenie że takie sprawy zawsze lepiej się sprzedają ;p ale chciała bym zasięgnąć waszej opinii czy by was to nie zanudziło na śmierć. Oczywiście inne wątki również będą, spokojnie ;) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz