sobota, 19 sierpnia 2017

Rozdział XXI

NIGDY WIĘCEJ NIE WEZMĘ ALKOHOLU DO UST. Mam zdecydowanie za słabą głowę na takie ekscesy. Mówię pewnie jak każdy człowiek na kacu, ale naprawdę czuje się okropnie. Kiedy się obudziłam Mateusza już nie było w mieszkaniu, poszedł do pracy o czym poinformowała mnie kartka, którą zostawił mi na szafce obok łóżka. Sprawdziłam telefon i zignorowałam kilkanaście nieodebranych połączeń od taty. Odpisałam jedynie Matyldzie, że jestem u Mateusza i że wszystko jej później wyjaśnię.Wstałam i udałam się do kuchni, gdzie udało mi się znaleźć coś na ból głowy. Później pozbierałam swoje suche już ubrania i w miarę doprowadziłam się do porządku. Długo zastanawiałam się co zrobić dalej ze swoim życiem. Nigdy nie uciekłam z domu bo właściwie to co zrobiłam wczoraj można tak nazwać biorąc pod uwagę to, że nie powiedziałam dokąd się wybieram oraz to, że nie odbierałam telefonu. Swoją drogą ciekawe co im powiem, nocowanie u Matyldy nie przejdzie bo do niej tatuś też zadzwonił szukając mnie. Jednak ukrywanie naszego związku wiele utrudnia. Cóż na razie tak musi zostać. Moje przemyślenia doprowadziły mnie do wniosku, że właściwie już w miarę przetrawiłam wczorajszy widok. Są dorośli niech robią co im się rzewnie podoba, pewnie jestem egoistką ale dopóki to mi nie szkodzi jestem w stanie to jakoś zaakceptować. Rany sama przerażam się swoim zachowaniem. TRUDNO, życie takie jest. Mój chłopak miał dzisiaj dość późno wrócić z pracy, więc lekko posprzątałam jego mieszkanie, żeby chociaż troszkę odwdzięczyć mu się za tą wyrozumiałość. Po dwunastej wszystko lśniło a ja postanowiłam pojechać do szpitala, do mamy. Mimo wszystko to jest moja rodzona matka a to co z kim robi w łóżko to właściwie nie jest moja sprawa chociaż strasznie to dziwnie, że nawzajem się zdradzają a w domu udają, że jest cudownie i jeżdżą sobie na te luksusowe wakacje. A kto ich tam wie jak jest naprawdę.
Po powrocie ze szpitala przebrałam się w domowe ciuchy czyli krótkie dresowe spodenki i luźny biały t-shirt po czym wzięłam się za przyrządzanie obiadu dla siebie, później miałam w planach posiedzieć trochę nad nowymi postami na bloga bo przyznam, że przez ostatnie wydarzenia zaniedbałam go nieco a w końcu nie chciała bym zawieść swoich obserwatorów. Ten blog to jest miejsce, które jak do tej pory dawało mi najwięcej radości. Mówię jak do tej pory bo na chwilę obecną najwięcej szczęścia daje mi ON przez co blog w tym rankingu spada na drugie miejsce, ale jest dla mnie równie ważny jak przedtem. Właśnie wychodziłam z laptopem do ogrodu kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Mam nadzieje, że to listonosz, kurier czy coś podobnego bo nie mam ochoty z nikim przebywać. Często u mnie bywa tak, że potrzebuje pobyć po prostu sama, przed laptopem, telefonem. Może to skutek uboczny bycia jedynaczką? Odłożyłam lapka na kanapę, ale zanim zdążyłam doczłapać do drzwi ten ktoś już przekręcił klucz w zamku.
-Natalie?!-usłyszałam przyjazny kobiecy głos z amerykańskim akcentem, który momentalnie poznałam
-Hana?! O boże Hana co ty tutaj robisz?-rzuciłam się jej na szyje.
-Dowiedziałam się, że Ania jest w szpitalu i pomyślałam, że ktoś przecież musi się tobą zająć-mrugnęła do mnie.
-Jejku ciociu tak się za tobą stęskniłam-jeszcze raz ją przytuliłam
-Kochanie błagam nie ciociuj mi tu, wiesz że czuje się wtedy tak staro- w domu rozbrzmiał jej ciepły śmiech.
-Dobrze, dobrze HANA.-wyminęła mnie i weszła do salonu ciągnąc za sobą sporą walizkę z Louis Vuitton. Hana to znaczy Hania jest młodsza siostrą mojej mamy, właściwie sporo młodsza bo w tym roku skończyła 30 lat. Jest zupełnym przeciwieństwem mojej matki. Jej drugie imię to spontaniczność. Wyjechała na studia do Waszyngtonu i tam już została. Mieszka w Stanach od 10 lat i niedawno zaręczyła się z tamtejszym doktorem, który aktualnie otwiera własną klinikę medycyny estetycznej. Hana natomiast zajmuje się przygotowywaniem wyjazdów integracyjnych dla firm, organizuje przeróżne imprezy. Uwielbiam ją i szkoda, że nie ma jej w Polsce na co dzień. Jest bardziej moją przyjaciółką niż ciotką dlatego zwracam się do niej po imieniu. 
-Na długo przyjechałaś?
-Jeszcze nie wiem, wiesz jak bardzo nie lubię tych wszystkich dat, terminów, planów.
-Cała ty, a Daniel nie przyleciał z tobą?-usiadłam na oparciu kanapy.
-Magiczne słowo "interesy".-pokazała cudzysłów palcami.  Ale powiedział, że jeśli uda mu się znaleźć trochę czasu to wpadnie na kilka dni. Mamy parę spraw do załatwienia tutaj. Natalie, matko jak ty wyrosłaś. Teraz już jesteś "woman".-uwielbiałam kiedy wtrącała te angielskie słówka, tyle lat za granicą robi swoje.-odwróciła się do mnie i chwyciła mnie za ramiona
-Za to ty nic się nie zmieniłaś. Ciągle piękna i młoda. W ogóle, ale jestem gościnna, pewnie jesteś głodna? 
-Nie, jadłam po drodze, spokojnie. Powiedz mi lepiej kiedy poznam tego szczęściarza?-uniosła brwi. Co?! Babcia się wygadała? Przecież obiecywała.
-Skąd wiesz?-zapytałam szczerze zdziwiona a brzuch zabolał mnie ze zdenerwowania.
-Raczej sama nie zrobiłaś sobie tej soczystej malinki-rozsiadła się na fotelu i wskazała dłonią na mój obojczyk.
-Aaaa, no nie zrobiłam-czułam, że moje policzki oblały się rumieńcem. Poznasz tylko, Hana nikt nie wie o tym, że jesteśmy razem... To znaczy tylko babcia ale dowiedziała się przez totalny przypadek.
-Mmm to jakiś niegrzeczny chłopiec, że tak go ukrywasz?
-Nie do końca, to po prostu długa historia. Mateusz pracuje u taty.-poprawiłam bransoletkę na ręce, wiedziałam, że Hana nie będzie mi prawić kazań jednak to dziwne mówić jej o tym tak prosto
-U łaaa to robi się more interesting. Ja na pewno nikomu nic nie powiem. TOP SECRET. Poza tym też kiedyś byłam w twoim wieku a ty przy mnie to aniołeczek.-zaśmiała się. Tylko wiesz jeśli chcesz to dalej ukrywać to ubierz coś bardziej zasłaniającego-wskazała palcem na moje ramiona
-Dzięki Hana!-naciągnęłam t-shirt i szeroko się uśmiechnęłam.
-I pamiętaj mała jeśli jesteś szczęśliwa i DOBRZE SIĘ BAWISZ to najważniejsze i nic nie może stanąć Ci na przeszkodzie.
-Jejku jak ja bardzo za tobą tęskniłam.-przytuliłam ją jeszcze raz
-Ojej, ja za tobą też, ale teraz patrz co Ci ciocia przywiozła.-podniosła się z fotela i z trudem położyła na podłodze ciężką walizkę dogrzebując się do sporej torby z prezentami dla mnie. Jak to dobrze mieć tak kochaną ciocie w stanach.-Kupiłam Ci parę ciuszków, trochę kosmetyków. Wiem, że chciałaś te rzeczy więc proszę.
Byłam szczerze zdziwiona wizytą Hany, tak naprawdę w natłoku spraw nawet nie przyszło mi do głowy, że może przylecieć. W pewnym sensie zazdroszczę jej odwagi, którą miała żeby kiedyś wyjechać sama na obcy kontynent i nigdy nie bała się żyć po swojemu, na własnych warunkach. Niejednokrotnie słyszałam jak moja babcia rozmawiała z mama na jej temat żaląc się, że podejmuje nieprzemyślane, pochopne decyzje.  No całe szczęście, że one są takie dojrzałe, ja zawsze całym sercem obstaje przy wyborach Hani zresztą tak jak ona zawsze mnie wspiera.
Siedziałyśmy w ogrodzie z Haną dość długo, aż zaczęło się ściemniać. Z wielką przyjemnością słuchałam o jej życiu w stanach i opowiadałam również o moim tutaj w Krakowie co jakiś czas upijając łyk herbaty. Długo biłam się z myślami czy powiedzieć jej o rodzicach czy jednak zachować to w tajemnicy. Ostatecznie wybrałam tą drugą opcje, to jest sprawa z tych które wymagają dłuższego przemyślenia. Miłą pogawędkę przerwał nam powrót taty, który zaciekawiony głosami jak i obcym bagażem w salonie wyszedł na taras. Tak jak przypuszczałam sytuacja okazała się bardzo niezręczna.
-Witam moją ulubioną szwagierkę-podszedł bliżej i otworzył ramiona
-Witam ulubionego szwagra-wstała i uściskała go przyjaźnie. W przeciwieństwie do mamy to z ojcem łatwiej było jej złapać wspólny język. Mama zawsze próbuje być dla niej tą mądrzejszą, odpowiedzialniejszą siostrą co nie znaczy, że mają zły kontakt. Są w dobrych relacjach tylko właśnie takich siostra-siostra. Tata przeniósł na mnie wzrok uśmiechając się niepewnie. Z trudem przyszło mi skierowanie w jego stronę czegoś przypominającego uśmiech. Nie mogąc dłużej znieść tej niezręcznej sytuacji ewakuowałam się do kuchni robiąc sobie kolacje. Wiem, że jemu też nie było łatwo i myślę, że sporo czasu zajmie nam odbudowanie relacji. Zabrałam kanapki i udałam się na górę widząc, że Mateusz próbuje się dodzwonić.
-Czy mógłbym jeszcze raz zamówić serwis sprzątający, jestem bardzo zadowolony z ostatniej usługi.-zdecydowanie jego głos działa na mnie uspokajająco
-Pfff, trzeba sobie zasłużyć-usiadłam na łóżku po turecku ugryzając kanapkę
-Przecież chyba zasłużyłem
-Zasłużyłeś i właśnie dlatego masz czyściutkie mieszkanko.-wyprostowałam nogi i oparłam się o zagłówek
- Smacznego-wtrącił słysząc zapewne, że jestem w trakcie jedzenia.-Kacyk minął?
-Powiedzmy. No w końcu tak dużo nie wypiłam-oburzyłam się żartobliwie
-Może i nie, ale musiała byś się wczoraj widzieć-zaśmiał się
-Żenująca sytuacja. Zapomnijmy o tym, błagam.
-Dlaczego?  Byłaś taka... odważna- wiedziałam, że uśmiecha się teraz tak, że jeden kącik jego ust unosi się bardziej.
-Ejjj, proszę daj już spokój bo się rozłączę-zapiszczałam.
-Dobrze, już nic nie mówię.
-A tak właściwie to lubisz kiedy taka jestem?-naprawdę nie wiem po co zadałam to pytanie
-Wiesz ja w ogóle cię lubię, bardzo lubię...-tak właśnie teraz myśli nad tym jaka będzie prawidłowa odpowiedź
-Yhym...
-Sam nie wiem, zawsze jesteś taka delikatna, subtelna a wczoraj byłaś... po prostu inna. Inna ale, myślę że bym cie taką polubił od czasu do czasu.
-Od czasu do czasu?-myślę, że w moim glosie dało się wyczuć zainteresowany ton
-Kochanie, ale drążysz temat-pewnie przewrócił teraz oczami
-Okeyyy już cię nie zadręczam.-zaśmiałam się szczerze -Będę dalej subtelna i delikatna-dodałam
-Ale..., od czasu do czasu...-fajnie jest wiedzieć, że mogę kogoś zaskoczyć i że mnie pragnie czasami takiej rozpalonej.
-Od czasu do czasu-taką miałam ochotę go pocałować a później znowu się schować w jego uścisku.



-Hej, nie śpisz prawda?-uchyliłam drzwi do pokoju gościnnego
-Nie, jetlag robi swoje-zamknęła książkę-wchodź
-Tak myślałam-pomachałam przed sobą pudełkiem jej ulubionych czekoladek
-Moja kochana siostrzenica-zrobiła mi miejsce obok siebie a ja usiadłam i otworzyłam ładne pudełeczko.
-Chyba zbiera się na burze-zaczęłam słysząc w oddali pogrzmiewanie
-Serio przyszłaś tutaj gadać o pogodzie?-uniosła brwi
-O rany no chciałam jakoś zacząć
-Do mnie mówi się prosto z mostu.
-Tak, wiem tylko trochę dziwnie mi z tym bo nie rozmawiam o takich rzeczach z nikim no pomijając Matyldę.-włożyła do ust czekoladkę nadal uważnie mnie słuchając-Mam do Ciebie prośbę-zaczęłam nerwowo skubać palce
-Ej nie denerwuj się. Proś o co tylko chcesz really.
-Hana, pójdziesz ze mną do ginekologa?-wypaliłam szybko-Bo tutaj w Polsce to raczej trzeba iść z kimś dorosłym a mama sama wiesz jaka jest i w ogóle my nie rozmawiamy o tym ani nic z tych rzeczy więc jakoś głupio było by mi jej o tym powiedzieć na dodatek teraz to totalnie nie możliwe.-wypowiedziałam to wszystko na jednym oddechu i spojrzałam na Hane. Uśmiechała się przyjaźnie.
-Mała oczywiście, że z tobą pójdę. Cieszę się, że tak dojrzale do tego podchodzisz. Ja byłam głupsza w twoim wieku. A teraz poczujmy się jak w filmie.-Powiedz mi tylko czy jesteś pewna, że chcesz to zrobić? Jesteś gotowa?
-Tak, jestem pewna i gotowa-zaśmiałam się na co ona odpowiedziała mi tym samym.
-Nie nadaje się jeszcze na matkę, ani trochę-pokiwała głową i wyciągnęła kolejną czekoladową kosteczkę. -Szczerze, też tak uważam. Ale na ciocię jak najbardziej-również dopuściłam się tego grzeszku jakim jest jedzenie słodkości o północy.



_________________________________________________________
Mam nadzieje, że się podobało mimo tego, że musiałyście sporo czekać. Jeszcze raz przepraszam, że nie zawsze jestem systematyczna, ale tak jak pisałam sporo się działo u mnie. Pozdrawiam! <3

2 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Będzie niebawem ;) Przepraszam za opóźnienia, ale jakoś ciężko było mi się zabrać do pisania a dodam, że piszę dość istotny rozdział i chciała bym, żeby wszystko było idealne więc mam nadzieje, że będzie się opłacało czekać :D

      Usuń