sobota, 3 grudnia 2016

Rozdział VI

Długo siedzieliśmy objęci. Żadne z nas nic nie mówiło. Zapewne oboje analizowaliśmy to co się stało, co się dzieje. Byłam szczęśliwa i czułam się bezgranicznie bezpieczna i dowartościowana kiedy obejmował mnie swoim ramieniem ale gdzieś z tyłu mojej głowy pojawiały się obawy; jakieś nie do końca sprecyzowane, delikatny niepokój. Chyba trochę bałam się, że to nie ma szans, że on starszy ode mnie o dobre kilka lat, że przestanę mu wystarczać, bałam się o reakcje rodziców i podjęłam decyzje, że na razie zachowam to przed nimi w tajemnicy. Jednak zdecydowałam się zaryzykować bo przecież go kocham i choćby wszyscy mówili mi, że to najgorszy wybór i nic z tego nie będzie to i tak z nim będę bo przecież tego właśnie pragnę.
Wtuliłam się w niego mocniej cała skrywając się w jego silnych ramionach, czułam bicie jego serca. Mateusz delikatnie pocałował mnie w głowę po czym delikatnie mnie odsunął, wstał i wyciągnął dłoń w moją stronę.
-To co spędzisz ten dzień ze mną?-ciepło się uśmiechnął.- w odpowiedzi chwyciłam jego dłoń i podniosłam się z kanapy.
Pojechaliśmy na obrzeża miasta, dużo rozmawialiśmy, jedliśmy lody, trzymaliśmy się za ręce. Przez całe popołudnie Mateusz ani razu mnie nie pocałował, chodzi o taki zwyczajny, namiętny pocałunek, tak jak całują się zakochani. Ograniczał się do całowania mnie w czoło i ciepłego obejmowania. W pewny sensie to mi odpowiadało, taka dojrzałość z jego strony, co nie znaczy ze nie pragnęłam jego ust. Pragnęłam i to bardzo-za każdym razem gdy na niego patrzyłam przypominałam sobie ich smak. Było to najlepsze popołudniu od bardzo dawna, ostatni raz czułam się tak beztrosko kiedy miałam kilka lat i chodziłam z rodzicami na niedzielne spacery. Wsiedliśmy do samochodu chwilę przed zachodem słońca, mimo moich lekkich protestów. Jednak Mateusz zapewnił mnie, że pokaże mi jeszcze jedno świetne miejsce, w którym zachód słońca będzie duużo lepszy. I faktycznie tak było. Mateusz zabrał mnie w cudowne, klimatyczne miejsce. Byliśmy na dachu jednego z miejskich wieżowców ale nie był to punkt widokowy uczęszczany przez setki osób. Było cudownie, słońce powoli zachodziło za miasto podświetlając wszystkie budynki na czerwono.
-I jak ci się podoba?
-Jest pięknie, naprawdę-mówiłam ze wzrokiem wbitym w przestrzeń.
-Ciesze się, wiesz... Nigdy tu nikogo nie zabrałem. To było takie moje tajemnicze miejsce, znalazłem je kiedy się przeprowadziłem. Lubiłem tu siedzieć szczególnie nocą, nawet się zdarzało, że wychodziłem  stąd o świcie... Chciałbym, żebyśmy teraz oboje mogli tu przychodzić-chwycił moją dłoń i splótł nasze palce.

Leżeliśmy na kocu, który Mateusz przyniósł z samochodu i obserwowaliśmy gwiazdy. Może się wydawać, że to strasznie puste i że wszystkie zakochane pary to robią ale na prawdę jest w tym coś magicznego, pod osłoną nocy człowiek staje się bardziej wylewny, lżej się mówi o tym co leży na sercu.
-Moje życie może wydawać się idealne, jak z bajki...-opowiadałam- ale czasem w tym moim idealnym życiu mam trochę dość spełniania oczekiwań moich rodziców tzn tak mi się wydaje, że tego oczekują, żebym się dobrze uczyła, była grzeczna nigdy mi tego nie powiedzieli w prost ale wiem to, że gdybym taka nie była to bym ich zawiodła, ja sama też mam ambicje i wiadomo, że chciała bym coś w życiu osiągnąć ale chciałabym też przeżyć coś szalonego, podróżować, robić różne rzeczy na spontanie, żyć.- Mateusz podniósł się i oparł na łokciu, spojrzał na mnie i jedną ręka gładził mnie po policzku
-No to będziemy żyć...-wyszeptał po czym obdarzył mnie czułym pocałunkiem, po moim ciele natychmiast rozeszło się ciepło.
-Tak strasznie chciałbym ci dać szczęście, jak najwięcej szczęścia- mówił wprost w moje usta
-Dajesz naprawdę, przy tobie czuje, że zaczynam żyć. -ponownie złączyłam nasze usta. Tym razem pocałunek nie był już taki niewinny-zatopiłam dłoń we włosach Mateusza lekko je przeczesując.
-Wracamy?-cicho wyszeptał- odwiozę cię grzecznie do domu -pocałował mnie raz jeszcze delikatnie i usiadł
-Nieeee..., możemy jechać do ciebie?-wtuliłam się w jego plecy- popatrzyłam na niego robiąc słodką minkę


Wróciliśmy do mieszkania mojego chłopaka i zdecydowaliśmy, że obejrzymy jakiś film. W mieszkaniu było dość ciepło więc ściągnęłam bluzę i zostałam w samym jedwabnym topie na ramiączkach z koronką w kolorze czarnym. Leżałam z głową na kolanach Mateusza a on bawił się moimi włosami co jakiś czas gładząc mnie po ramieniu. Zrobiłam się bardzo śpiąca i nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Mateusz chyba nie miał serca mnie budzić. Czułam jak bierze mnie na ręce, delikatnie kładzie na łóżku w sypialni i otula kołdrą po czym składa na moim policzku pocałunek. Mimowolnie na moich ustach zagościł lekki uśmiech. Przebudziłam się po kilku minutach i słyszałam jak Mateusz sprząta a później bierze prysznic. Cichutko wszedł do pokoju, przebrał koszulkę i ułożył się obok mnie. Czułam jak dłonią gładzi mnie po policzku. Ułożyłam się z głowa na jego piersi i zasnęłam. Bicie jego serca było dla mnie najlepszą kołysanką.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz